Na szkoleniu „ABC Przedsiębiorczości” na 30 osób tylko jedna przyznała, że nie ma wiedzy ani doświadczenia w branży, w której chce prowadzić firmę. Tymczasem do mnie prawie codziennie piszą lub przyjeżdżają osoby, które chcą uprawiać “dizajn”. Obawiam się, że mylą dizajn z glutaminianem sodu, wzmacniaczem smaku, który robi dobrą różnicę (cenową). Pewnie dlatego większości tych osób jest obojętne, jaki dizajn mają praktykować. Glutaminian dodaje się przecież i do sera, i do pomidorowej, i do wołowej pieczeni… Sprawy nie ułatwia przekonanie, że projektantem może być każdy. Taki przecież tytulik pojawił się w pierwszej “dizajnerskiej” wkładce Gazety Wyborczej, wydanej w ramach “Design Silesia”.
Ale przecież… tu strofuję swój sceptycyzm, sama 10 lat temu bardzo mało wiedziałam o wzornictwie przemysłowym. I miałam odwagę zostać dyrektorem pierwszego w Polsce regionalnego ośrodka dizajnu. Tyle tylko, że przez wiele lat publicznie się do niewiedzy przyznawałam, ściągałam ekspertów i uczyłam się zawsze i wszędzie.

